W piątek, trzynastego zresztą, tak jakoś monitor mi pociemniał. Biorąc pod uwagę, że ostatnimi czasy jakieś dziwne artefakty mi się pojawiały, nie sprawdzałam nic, tylko wbiłam sobie i Ślubnemu, że kartę graficzną diabli wzięli. Akurat miałam jakąś drobną robótkę...
Następnego dnia pojechaliśmy do miasteczka sprawdzić naszą wydolność ratalną. Okazała się pozytywna. Akurat był złożony taki kompik:
1/ Płyta Gigabyte GA-M52L-S3P
2/ AMD Phenom II
3/ Asus GeForce GTS250 512 MB DDR3 256 bit
4/ 2 x GoodRam GR 800 D2 64 L5 (2 x 2 GB) = 4 GB
5/ Seagate Barracuda 7200.12 500 GB
6/ Qoltec SilentLine 560 W.
No to go wzięłam.
I zaczęły się schody. Jako, że do nowoczesnego sprzętu jestem nieprzyzwyczajona - najpierw zaczęłam studiować opis BIOS i wyszło, że trzeba wyłączyć RAID, co jest logiczne, mam tylko jeden dysk. OK. Ano, w międzyczasie okazało się, że mój stary komp jest sprawny, za to monitor jest na wykończeniu! No, ale trzeba na nowym by coś zainstalować. Mam płytkę XP + SP3 + stery SATA. Wtykam - instalacja mocno kulawo, na trzy powtórzenia niby poszła. System się uruchomił i po paru chwilach zaczęły się niebieskie ekrany z najróżniejszymi błędami. No to co - no to najnowsze Ubuntu 9.10 LiveCD. Wtykam - kilkanaście linijek i ... koniec pieśni. Ściągam wersję 64 bitową - to samo. Znalazłam gdzieś Ubuntu 8.04 64 bitowe - płyta LiveCD uruchomiła się! Suuuper! Instalacja - nie poszło, w połowie komunikat o niezgodności plików. Bliska załamania nerwowego, w dodatku czując na karku oskarżycielski wzrok familii spędziłam dzień i prawie noc zanim w przepaściach Google znalazłam! Eureka! Co się okazało:
BIOS wgrany przez producenta nie jest kompatybilny z Phenom II. Żeby taki układ działał trzeba ściągnąć nowy BIOS i zrobić podmiankę! Żeby było śmieszniej, w celu wykonania tego trzeba mieć dostęp do działającego XP (czy innej Windy) w celu rozpakowania i wyciągnięcia na pendrive jednego pliku! Na szczęście - BIOS tej płyty ma wbudowane narzędzie (bardzo fajne zresztą) do wykonania tej operacji bez konieczności posiadania jakiegokolwiek systemu. No dobra, BIOS zmieniłam, wtykam Ubuntu 9.10 zwykłe, 32 bity - poszło! Nawet bez dopisywania w opcjach startowych --all_generic_ide.
Instalacja 20 minut, system stoi. Porobiłam to, co trzeba na początku, podmiana repo, aktualizacje, programy. Jak zwykle - coś mnie poniosło: zachciało mi się mieć obrazek w grub2 - a przecież grub2 nie wyświetla menu, jeśli jest tylko jeden system. No, ale ja będę mądrzejsza... Dopisałam dodatkowe wejście, tak, jak dopisuje się następny system. I sobie narobiłam. Restart, a po restarcie piękny grub2 z obrazkiem i brak możliwości uruchomienia systemu - "segmentation fault". I nie pomogło nic. Ani nie można było podmontować i naprawić (nadpisać) grub z LiveCD, ani nawet nie mogłam sformatować partycji. Dopiero użycie GParted (mam na LiveCD) zmogło ten problem. Następna instalacja i już nic nie zmieniam "eksperymentalnie"!
Na razie nie mogę się nadziwić, że wszystko mi działa i to bardzo szybko, to jest jak przesiąść się z malucha do mercedesa. Pewnie ktoś tam powie, że ta moja maszyna to nie jest jakieś cudo, ale dla mnie możliwość swobodnej pracy z dużymi grafikami w Gimpie i używanie na co dzień pewnej garstki efektów (po instalacji kernela serwerowego pięknie się zainstalowały najnowsze stery do grafiki) - to duuuża sprawa!
Nareszcie mogę poznać zalety nowego Ubuntu - tak, jest szybkie, sprawne i stabilne, nawet to, które mam na starym komputrze, nie mam problemów z dźwiękiem, filmami, flashem i piorun wie z czym jeszcze.
A stary komp będzie dręczyć Ubunciak (cała szczęśliwa z tego powodu). Na razie nie dzielę Internetu, bo przy 1 GB to na obydwu byłoby kiepsko. Trochę na to poczeka.
No i tyle na razie. A teraz potrzebuje pracy, bo raty na dwa lata, a jeszcze muszę dwa monitory nabyć...